Zielona rewolucja Nicolasa Sarkozy’ego
2009-09-11 10:17:19
We Francji rozpoczyna się
zielona rewolucja. Już od 1
stycznia za każdą tonę dwutlenku
węgla, jaka zostanie
wyemitowana do atmosfery,
Francuzi zapłacą 17 euro.
Ogłoszony wczoraj przez
prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego
nowy „podatek węglowy”
ma stopniowo doprowadzić
do radykalnego ograniczenia
emisji gazów
powodujących efekt cieplarniany.
REKLAMA
– Przyszła godzina prawdy
dla świata. Kryzys gospodarczy
co prawda jeszcze nie minął,
ale musimy już teraz zdecydować,
czy chcemy budować
nasze życie na innych,
bardziej trwałych i przyjaznych
środowisku podstawach
– tłumaczył w czwartek
rodakom swoją decyzję francuski
przywódca.
Nowy podatek będzie początkowo
całkowicie rekompensowany
gospodarstwom domowym
– choć już nie przedsiębiorstwom
– poprzez ulgi
podatkowe. Spowoduje jednak,
że cena gazu opałowego wzrośnie
o 4,5 eurocenta na litrze, a
benzyny o 4 eurocenty. Ale w
zamyśle pomysłodawców reformy
właśnie to powinno
skłonić Francuzów do stopniowego
ograniczenia zużycia
energii powodującej zanieczyszczenie
środowiska. Jedna
tona dwutlenku węgla odpowiada
mniej więcej emisji spalin,
jakie wydziela samochód
po przejechaniu około 7 tysięcy
kilometrów.
Komisja francuskich ekspertów
pod kierunkiem byłego
premiera Francji Michela Rocarda
zalecała znacznie bardziej
radykalne działania. Jej
zdaniem „podatek węglowy”
powinien początkowo wynieść
32 euro za tonę emisji i stopniowo
urosnąć do 100 euro. Prezydent
na tak radykalny ruch
jednak się nie zdecydował. Ale
mimo wszystko jego posunięcie
jest śmiałe. Wiele ekspertów
uważa bowiem, że grudniowa
konferencja klimatyczna
w Kopenhadze może zakończyć
się porażką: największe
kraje świata nie zdołają
ustalić zobowiązującego programu
redukcji emisji szkodliwych
gazów. Wtedy Francja
okazałaby się pionierem w walce
o ochronę środowiska.
Eksperci w komisji Rocarda
twierdzą jednak, że nie ma już
czasu do stracenia: aby uniknąć
katastrofy, w ciągu nadchodzących
20 – 30 lat Francja
musi zmniejszyć aż czterokrotnie
zużycie ropy i gazu.
Głównie dlatego, że już za kilkanaście
lat z braku surowców
podaż ropy i gazu na
świecie zacznie dość szybko
maleć.




