Przychody klubów rosną, ale za wolno
2009-09-10 10:54:48
O 21 procent wzrosły przychody
klubów piłkarskiej ekstraklasy
w 2008 roku i wyniosły
65 mln euro. To znacznie
większy progres niż w większości
lig zachodnich. Potencjał
naszego kraju wskazuje
jednak, że wpływy klubów powinny
być kilka razy większe,
a od futbolowych potęg
wciąż dzieli nas przepaść.
REKLAMA
Nowoczesny stadion wypełniony
ponad 30 tysiącami widzów.
W loży honorowej mieszają
się rekiny świata biznesu,
kultury i sportu, Jan Kulczyk
obok Marka Kondrata i Roberta
Kubicy. Na boisku toczy się
niezwykle ciekawa rywalizacja
piłkarzy, z których najlepsi zarabiają
rocznie ponad milion euro.
A wszystko dzieje się na przykład
w Warszawie.
Science fiction? Niekoniecznie.
Z porównania produktu
krajowego brutto Polski i krajów
zachodnich oraz przychodów
generowanych przez kluby
wynika, że potencjał naszej
ekstraklasy jest 4 – 5 razy większy.
Oznacza to, że Legia, która
rocznie obraca kwotą 55 mln
zł, mogłaby mieć budżet wyrażony
podobną sumą, tylko że w
euro. Kupowałaby zawodników
nie za 600 tys. euro, tylko za 2,5
mln, swoim najlepszym piłkarzom
płaciłaby nie 260 tys. euro
(tyle zarabiał Roger Guerreiro),
ale nawet 1,2 mln.
– Polskie kluby nie wykorzystują
swojego potencjału głównie
z powodu słabej infrastruktury
i zamieszania wokół piłki.
Nawet po rozpoczęciu rozgrywek
nie wiadomo, kto w której
lidze powinien występować.
Taki bałagan odstrasza inwestorów
– ocenia Paweł Pawlik
z Deloitte.
Na razie to jednak odległa
przyszłość. Jak odległa? Polskie
kluby mają 2 razy mniejsze
przychody niż austriackie i 3,5
razy mniejsze niż belgijskie. Do
najbogatszych nawet nie mamy
co się porównywać. Kluby
włoskie, hiszpańskie i niemieckie
mają wpływy 20-krotnie
wyższe, a zespoły Premier League
– prawie 40-krotnie.
Perspektywy są jednak niezłe.
W roku 2008 przychody klubów
zwiększyły się o 21 procent,
podczas gdy w Anglii zanotowano
tylko 7-procentowy
wzrost, a w Austrii taki sam
spadek. Ekstraklasa może więc
przegonić Premier League
już... w 2039 roku. Warunek –
różnica we wzroście przychodów
utrzyma się przez 30 lat.
Takie założenie jest oczywiście
czystą fikcją, ale w polskim
futbolu na pewno będzie coraz
więcej pieniędzy. Skąd ta pewność?
Po pierwsze infrastruktura.
W dziesięciu miastach, m.in.
Warszawie, Krakowie, Poznaniu,
ale także w Białymstoku i
Lubinie, powstają nowe stadiony.
Za kilkanaście miesięcy
kluby będą mogły przyjąć 20,
30, a niektóre nawet 40 tysięcy
widzów. Zdecydowanie
wzrosną więc ich wpływy ze
sprzedaży biletów i cateringu.
– Oczywiście pod warunkiem,
że kluby potrafią przyciągnąć
kibiców odpowiednim poziomem
sportowym widowiska –
zaznacza Pawlik.
– Pojawi się też możliwość
pozyskania zupełnie nowego
rodzaju kibiców. Na stadionie
Legii ma powstać około 30 loży
VIP. Roczny przychód z każdej
z nich można wstępnie
oszacować na 100 tys. zł. Razem
to jest 3 mln zł w budżecie.
Pojawi się też kibic korporacyjny.
Podczas Euro 2008 Coca-
-Cola wykupiła dla swoich pracowników
15 tysięcy takich
wejściówek. Zamiast organizować
im jakąś popijawę, wolała
nagrodzić ich w ten sposób.
A przed nami jeszcze
sprzedaż nazw stadionów –
dodaje Jacek Bochenek, dyrektor
działu konsultingu Deloitte.
Można więc założyć, że Lech
Poznań, w którego kasach kibice
zostawili w 2008 roku 15,1
mln zł, podwoi albo nawet potroi
tę sumę. – Ważne jest, aby
właściciele klubów odpowiednio
skalkulowali ceny biletów.
Wszędzie na świecie otwarcie
nowych obiektów związane było
ze wzrostem cen, ale nie
można też odstraszyć tych najbiedniejszych,
za to najbardziej
zagorzałych fanów, którzy stanowią
sól każdego klubu – mówi
Bochenek.
Nowe stadiony i wyższa frekwencja
pociągną za sobą także
zwiększenie wpływów klubów
z transmisji telewizyjnych
i od sponsorów. –
Większa medialność meczów
musi zaowocować zmianami.
Wszędzie w Europie mecze
pokazuje się w płatnych platformach
cyfrowych, ale u nas
Canal + ma ograniczoną liczbę
abonentów i nie osiąga
wpływów, które gwarantowałyby,
że będzie w stanie zapłacić
klubom więcej. Jest więc
możliwe, że na rynku pojawi
się nowy gracz, który będzie
chciał mieć ekskluzywny towar
na wyłączność. Nie można
też wykluczyć, że kluby,
tak jak to się dzieje w Hiszpanii
i we Włoszech, zechcą same
sprzedawać prawa do
transmisji, a nawet samodzielnie
produkować sygnał – analizuje
Bochenek.




