O szansach na medal na razie po cichu
2009-09-07 11:12:43
Już wszystko gotowe. Wrocławska
Hala Stulecia wyremontowana,
kibice powoli
wypełniają Stare Miasto,
Marcin Gortat robi groźne
miny na plakatach. Można
go też spotkać w Gdańsku,
Poznaniu, Warszawie, Bydgoszczy,
Łodzi i Katowicach.
Siedem aren, kilkadziesiąt
świetnych meczów i tuziny
wielkich gwiazd. Dzisiaj rozpoczyna
się Eurobasket, impreza,
dzięki której być może
znów polska koszykówka
przeżyje renesans.
REKLAMA
– Jaki to będzie turniej? Bardzo
interesujący, świetnie zorganizowany
– mówił nam prezes
PZKosz Roman Ludwiczuk.
– Poziom światowy.
Miejmy nadzieję. Organizatorzy
się postarali – to na pewno
(wreszcie możemy pokazać
światu hale, których nie
trzeba się wstydzić). Goście
również. Do Polski przyjechały
gwiazdy NBA i Euroligi,
kilka z nich gra w drużynach
grupowych rywali biało-czerwonych
– Turcji, Litwy i Bułgarii.
Z tymi ostatnimi gramy
dzisiaj. Jeśli nie wygramy z
podopiecznymi Piniego Gershona,
wśród których nie tylko
nie ma wielkich gwiazd, ale
też odpadł jeden z ich liderów
(Ibrahim Jaaber nie zagra z
powodu ramadanu), to będzie
bardzo ciężko o awans.
– Już w pierwszym meczu
chcemy pokazać, że jesteśmy
w formie. Dzięki temu później
będzie już łatwiej – powiedział
Łukasz Koszarek. A w
jakiej formie są Polacy i na co
ich stać? Tego nie wie nawet
trener Muli Katzurin. – Można
mówić o półfinałach, można
deklarować, że gramy o
medal. Ale to bez sensu. Zamiast
gadać, trzeba działać.
Skupmy się na Bułgarach, zobaczmy,
jak nam pójdzie z nimi
i Litwą. A potem zobaczymy
– powiedział nam szkoleniowiec.
Katzurin jest pierwszym
szkoleniowcem od lat, któremu
udało się zebrać chyba
wszystkich najlepszych polskich
koszykarzy. Wcześniej
różnie z tym bywało. Jednym
nie chciało się bardziej, innym
mniej. Tym razem nikt
nie zasłaniał się kontuzjami
ani zmęczeniem czy walką o
miejsce w składzie w swoim
klubie. Dojechał nawet Maciej
Lampe. Jest Marcin Gortat,
któremu wróży się dużą karierę
w NBA, powoli dojrzewa
coraz bardziej odpowiedzialny
David Logan, naturalizowany
chyba specjalnie na tę
imprezę. Skład mamy dobry,
nie wiadomo tylko, czy koszykarze
zdążyli się zgrać, czy
uda się poskromić ego niektórych
polskich gwiazd – czy
będzie z tego prawdziwy team,
jak mawia Katzurin.
Organizacyjnie też jest lepiej
niż choćby na mistrzostwach
Europy dwa lata temu. Widać,
że na kadrze koszykarzy zaczęło
naprawdę zależeć nie
tylko działaczom, lecz także
politykom. Zagwarantowano
jej świetnych sparingpartnerów,
dobre warunki przygotowań,
nawet kompletów strojów
drużyna ma do dyspozycji
dwa razy więcej niż kiedyś.
Na atmosferę też nikt głośno
nie narzeka. W oficjalnych wypowiedziach
co chwilę słychać
coś o „jednej wielkiej rodzinie”
(Szewczyk). Na otwartych treningach
wszyscy fajnie się bawią.
Nie wiadomo tylko, co się
dzieje, gdy treningi są zamknięte
(a tak jest najczęściej),
a dziennikarze wracają
tam, skąd przyszli.
W piątek na przykład z kadry
wypadł Iwo Kitzinger,
znany wśród polskich fanów
kosza nie tylko ze swojego
sporego talentu. Zastąpił go
Robert Skibniewski. Dlaczego
Katzurin pozbył się
obrońcy Trefla? – Taka jest
moja decyzja i już – tłumaczy
selekcjoner. Jego asystenci
twierdzą, że wobec drobnego
urazu Krzysztofa Szubargi
kadra potrzebowała dodatkowego
rozgrywającego.
Stąd Skibniewski. Nieoficjalnie
mówi się jednak, że Kitzinger
nie wystąpi na Eurobaskecie
przez swój trudny
charakter.




