Giganci z Litwy pokonani
2009-09-09 10:09:52
Tego nie było w planie. Polscy
koszykarze wygrali z Litwinami
86:75 – aż jedenastoma
punktami, na moment
nawet nie oddając
przewagi! To mniej więcej
tak, jakby nasi piłkarze wygrali
na mistrzostwach Europy
z Holendrami jakieś
2:0, a ci nie stworzyli sobie
żadnej groźnej sytuacji. – Zaskoczyliśmy
ich polską husarią
– uśmiechał się po meczu
Marcin Gortat.
REKLAMA
Jeszcze długo przed końcową
syreną Litwini nie wiedzieli,
co się dzieje. Ostatnia minuta
czwartej kwarty to były
cyrkowe popisy biało-czerwonych,
które upokarzały Litwinów.
Krzysztof Szubarga i
Gortat przybijali sobie piątki
w powietrzu, Michał Ignerski
puszczał oczka w stronę publiczności,
Lampe rozgrywał,
Polacy podawali sobie piłki w
poprzek boiska, publiczność
krzyczała „ole!” i „dziękujemy!”.
To tak jakby Roger z Lewandowskim
robili sobie kółeczka
na środku boiska przy
bezradnych Sneijderze czy
Robbenie. A polscy kibice
przekrzykiwali holenderskich.
O tym, jak duże było to upokorzenie,
powiedział nam komentator
litewskiej telewizji
Robertas Petraskas. – Koszykówka
na Litwie to nie jest po
prostu bardzo popularny
sport. To coś, co jednoczy naród.
To religia – stwierdził zupełnie
na poważnie. Widać to
było po litewskich kibicach –
znakomicie zorganizowana,
uzbrojona we flagi i kilkanaście
bębnów zielono-żółta armia
od początku wybijała
swoim idolom rytm. A ci jakby
nie chcieli się słuchać.
Z minuty na minutę coraz
bardziej zawodzili, a litewscy
kibice milkli coraz bardziej.
Za to polscy szaleli. Im częściej
Ignerski trafiał za trzy,
im łatwiej Gortat robił wsad,
Lampe dobijał rzut, a Szubarga
przechwytywał piłkę,
tym byli głośniejsi, a Litwini –
coraz bardziej zniechęceni.
Ich trener Ramunas Butautas
powiedział potem załamany:
– Polska to najlepsza drużyna
w tej grupie.




