Emocje Laty i duma Leo
2009-09-11 10:21:58
W polskiej piłce chyba nigdy
nic nie może być do końca
czarne ani białe. Dzień po meczu
ze Słowenią prezes PZPN
Grzegorz Lato odwołał wypowiedziane
przed kamerą
w Mariborze słowa o zwolnieniu
Leo Beenhakkera.
REKLAMA
Swoją gafę tłumaczy nerwami.
Leo Beenhakker nie chciał
wracać jednym samolotem z
piłkarzami i działaczami
PZPN. Bladym świtem o piątej
rano opuścił Słowenię i w
momencie kiedy piłkarze
wsiadali do samolotu, on już
był w swoim domu w Belgii.
Żeby było śmieszniej, w czasie
tego lotu Leo odzyskał pracę,
którą stracił dzień wcześniej.
Lato anulował bowiem
swoją decyzję o zwolnieniu
selekcjonera.
– Nie mam prawa w pojedynkę
decydować o zwolnieniu
trenera. Musi o tym zadecydować
zarząd związku, który
zbiera się 17 września. Leo
Beenhakker jest zaproszony
na jego posiedzenie – miał powiedzieć
prezes PZPN.
Jednak do takiego spotkania
najprawdopodobniej nie dojdzie.
Obrażony Leo ani myśli
przyjeżdżać na spotkanie z
działaczami związku. Jest niemal
pewne, że Holender uniesie
się honorem i dotrzyma
słowa danego dziennikarzom.
– Wychodząc z tej sali, kończę
swoją pracę z polską reprezentacją
– mówił Beenhakker
podczas konferencji prasowej,
kiedy dowiedział się o
tym, że Lato zwolnił go przed
kamerami telewizyjnymi.
Dlaczego w ogóle doszło do
takiej sytuacji? Lato, stając
przed kamerą stacji nSport,
miał tylko podziękować piłkarzom
za wysiłek włożony w
nieudane dla nich eliminacje
mistrzostw świata. Jednak
pod wpływem emocji niepotrzebnie
palnął także o wyrzuceniu
selekcjonera. Lato
był zdenerwowany sytuacją,
do której doszło po meczu
pod szatnią polskiej drużyny.
Nabuzowani po porażce piłkarze
nie chcieli, aby przyszła
do nich delegacja PZPN w
składzie: Lato, wiceprezes
Adam Olkowicz i sekretarz
generalny Zdzisław Kręcina.
Padały mocne słowa. Piłkarze
wściekali się na działaczy, bo
widzieli, jak oni zachowują się
w Mariborze. Gdy podczas
spaceru po mieście spotkali
grupę działaczy popijającą
przy jednym ze słoweńskich
barów, ludzie z PZPN odpowiedzieli
im, że piją za ich
zwycięstwo. Leo uspokoił bluzgających
piłkarzy. – Zachowajcie
kulturę – zaapelował i
piłkarze podali ręce Lacie.
Prezes PZPN chciał też porozmawiać
z selekcjonerem o
rozliczeniu go za słabe wyniki
i zaprosić na posiedzenie
zarządu. Leo zbył go jednak,
mówiąc, że to nie czas ani
miejsce na takie rozmowy.
Wyprowadził tym Latę z równowagi,
a potem była wypowiedź
dla telewizji...
– Potrafię powiedzieć „przepraszam”.
Moja wypowiedź
była zbyt wczesna – tłumaczył
wczoraj rano Lato. – Zadziałały
emocje. Powinienem
najpierw porozmawiać z trenerem,
a potem z dziennikarzami.
Leo ma kontrakt ważny
do końca eliminacji, ale
myślę, że uda nam się znaleźć
kompromisowe rozwiązanie
i rozstaniemy się w zgodzie.
Nie jest jednak tak, że nic się
nie stało. Stało się i zdania nie
zmienię. Mamy teraz trochę
czasu, aby wybrać trenera,
który będzie przygotowywał
zespół do mistrzostw Europy
w 2012 roku. Na pewno nie będzie
to Leo Beenhakker. Z
końcem eliminacji jego kontrakt
wygasa. W grę nie
wchodzą żadne odszkodowania.
Liczę, że podamy sobie
rękę i rozejdziemy się w zgodzie
– dodał Lato.
Maribor i data 9 września
2009 r. nie będzie dobrze się
kojarzyć ani Lacie, ani Beenhakkerowi.
Prezes PZPN
ogromnie naraził się kibicom,
po tym jak nie zapewnił im
odpowiedniej puli biletów na
mecz w Słowenii. Oprócz tradycyjnych
wyzwisk na stadionie
prezesa spotkała też
niemiła przygoda poza nim.
Dzień przed meczem kilku
agresywnych kiboli zaczepiło
Latę na mieście, ale na szczęście
do żadnych rękoczynów
nie doszło.




