Było łatwo i miło, teraz będzie trudniej
2009-09-08 10:20:57
Nie było niespodzianki, obyło
się bez nerwów i bez większych
problemów. Polska
przekonująco wygrała 90:78
z Bułgarią na inaugurację
mistrzostw Europy i w zasadzie
zapewniła sobie awans
do kolejnej rundy. – Było naprawdę
nieźle. Teraz już
wiemy, na co nas stać – powiedział
Michał Chyliński.
REKLAMA
Popisy biało-czerwonych
podziwiała polityczna śmietanka,
m.in. premier Donald
Tusk, wicepremier Grzegorz
Schetyna i minister sportu
Mirosław Drzewiecki. Tusk
niemal przez cały mecz siedział,
ale pod koniec, kiedy Polacy
rozegrali kolejną koncertową
akcję zakończoną efektownym
wsadem Davida
Logana, nawet i on musiał
wstać.
Amerykanin z polskim
paszportem był jednym z najlepszych
graczy na boisku.
Miał mało (a przynajmniej
mniej niż zazwyczaj) głupich
strat, rozgrywał mądrze, był
szybki, często nieuchwytny
dla rywali. Kiedy na kilka minut
z boiska zszedł Marcin
Gortat, popisy Logana jeszcze
bardziej rzucały się w
oczy. W pewnym momencie,
gdy nie miał komu podać, zaczął
biec sam pod kosz, minął
dwóch rywali i wykonał rzut
kelnerski w stylu Michaela
Jordana. Po czym podbiegł
pod trybunę i rozłożył ręce.
To była jego chwila – nie po
raz pierwszy w tym meczu.
W sumie zdobył 23 punkty i
zaliczył aż 9 asyst. – Bez przesady.
Aż tak dobrze mi nie poszło.
Zrobiłem kilka błędów,
nikt nie zagrał idealnego meczu
– mówił po spotkaniu
obrońca Prokomu.
Logan rozkręcał się z czasem,
na początku popisywali
się inni. Dobrze rozgrywał
Łukasz Koszarek, świetnie
rzucał Marcin Ignerski (to
był jeden z jego najlepszych
meczów w kadrze – 22 pkt, 4
zbiórki i 2 asysty), ale najlepsze
wrażenie sprawiał Marcin
Gortat. To był prawdziwy lider.
Gdy coś mu się nie udało,
żaden z kolegów nie śmiał
zwrócić mu uwagi. Gdy nie
trafił albo zdarzyło mu się nie
zdążyć za akcją, nikt nie rozkładał
rąk, nie kiwał głową.
Widać było, że doświadczenie,
jakie środkowy Orlando
zdobył w NBA, budzi powszechny
szacunek. Gortat
rządził pod tablicami, był skuteczny
w defensywnie i ofensywie.
Dopiero w drugiej części
meczu nieco zwolnił, a selekcjoner
Muli Katzurin dał
mu odpocząć. Ale tylko chwilę
– Gortat przebywał najdłużej
na boisku, prawie 38 minut.
Graliśmy dobrze w ataku.
Bułgarzy się w nim męczyli,
rozgrywali wolno, źle ustawiali
się pod koszem. A Polacy
przeprowadzali szybkie
kontrataki. – Straciliśmy w
ten sposób 22 pkt, to stanowczo
za dużo – powiedział trener
Bułgarów Pini Gershon.
Polakom – jak to się mówi,
choć oczywiście to nie do
końca prawda – wszystko
wpadało. Gortat miał 88
proc. skuteczności rzutów
z gry, Ignerski – 62, Lampe
– 54, a najlepszy
wśród Bułgarów
Earl Rowland –
50 proc. – Zagraliśmy
świetnie w
pierwszej połowie, i w
ataku, i w obronie. Udało
nam się utrzymać tę przewagę,
bardzo fajnie się grało
– stwierdził Chyliński.
Po pierwszej kwarcie prowadziliśmy
11 pkt, po drugiej
– już 15. W czwartej kwarcie
Bułgarzy zaczęli nas gonić,
ale gdy tylko się wydawało, że
się niebezpiecznie zbliżają (7
pkt), znów zaczynało nam
wszystko wpadać. Skończyło
się dwunastopunktowym
zwycięstwem.
– Rzeczywiście, nieźle to wyglądało.
Jestem szczęśliwy,
ale przed nami długa droga –
powiedział nam po meczu
Katzurin.
Jednak tak naprawdę dopiero
w dzisiejszym meczu z
Litwą będziemy mogli się
przekonać, na co nas stać. –
Zostały nam dwa mecze w tej
grupie, jeszcze nie wszystko
się wyjaśniło. A co będzie, jeśli
Bułgaria sensacyjnie wygra
z Litwą bądź Turcją? Musimy
poprawić pick-and-rolle
i koncentrować się do końca.
Trzeba też poprawić grę
obronną, bo mieli za dużo
zbiórek pod naszym koszem –
zauważył Szymon Szewczyk.




