Pekin kłóci się z Moskwą po zlikwidowaniu bazaru
2009-07-27 09:53:42
Rosja jest o krok od wojny
handlowej z Chinami. Po tym
jak władze zamknęły jeden z
największych moskiewskich
bazarów, 50 tysięcy chińskich
handlarzy straciło źródło
dochodu.
REKLAMA
W odwecie Pekin zapowiedział
zaostrzenie kontroli na
granicy z Rosją. Z kolei rosyjski
premier oskarża „państwa
trzecie” o stosowanie barier w
handlu i pogłębianie w ten
sposób kryzysu gospodarczego.
Cała awantura jest jednak
wynikiem wewnątrzrosyjskiej
rozgrywki politycznej.
Zlikwidowanie w połowie lipca
Rynku Czerkizowskiego w
Moskwie wzbudziło popłoch
w Pekinie. Połowę spośród 100
tysięcy kupców stanowili tam
Chińczycy. Na zamkniętym
rynku pozostały należące do
nich towary warte w sumie aż
5 miliardów dolarów. Nic więc
dziwnego, że wkrótce po operacji
władz do Moskwy przyjechał
Gao Hucheng, chiński
wiceminister handlu, a przez
chińskie media przetoczyła
się fala oburzenia. W sobotę,
na koniec wizyty chińskiego
urzędnika w Rosji, padła groźba
wprowadzenia dodatkowych
kontroli na granicy obu
krajów.
Choć politycy w Moskwie i
Pekinie zapewniają, że incydent
nie wpłynie na wymianę
handlową, rządowe media –
zwłaszcza w Pekinie – biją na
alarm. „Nasi handlarze stali
się ofiarami nie tyle walki z
szarą strefą, co wewnętrznych
rozgrywek w łonie rosyjskiego
przywództwa” – napisał bez
ogródek dziennik „Dongfang
Zaobao” z Szanghaju.
Nie bez powodu. Formalnie
Rynek Czerkizowski został
zamknięty, po tym jak na początku
czerwca media ujawniły
zatrzymanie 6 tys. kontenerów
przemyconych artykułów
o wartości 2 mld dol.
Wówczas rozprawę z „Czerkizonem”
zarządził premier
Putin. – To legowisko żmij
trzeba zamknąć! – grzmiał
szef rosyjskich śledczych
Aleksandr Bastrykin. Tak też
się stało, choć przy okazji pracę
straciły dziesiątki tysięcy
uczciwych kupców.
Nie brak jednak dowodów
na to, że cała operacja była
rozgrywką polityczną – ciosem
we wpływowego mera
Moskwy Jurija Łużkowa. Rynek
kontrolował miliarder
Tielman Ismaiłow, prywatnie
przyjaciel mera. Niedawno
podpadł on jednak premierowi
Władimirowi Putinowi: demonstracyjnie
otworzył luksusowy
hotel w tureckiej Antalyi,
ignorując apele szefa
rządu o inwestowanie w gnębionej
recesją Rosji. Przy okazji
wyszło na jaw, że Ismaiłow
stara się o tureckie obywatelstwo.
To rozwścieczyło Putina.
Wkrótce media ujawniły zatrzymanie
kontrabandy (choć
służby zajęły towar jeszcze jesienią),
zaś premier publicznie
dziwił się, „dlaczego w tej
sprawie nikt jeszcze nie siedzi”.
Ismaiłow zapobiegawczo
opuścił Rosję, a Łużkow – który
w przeszłości ośmielał się
krytykować decyzje Putina –
musiał posłusznie wykonać
polecenie zamknięcia targowiska.




