Niemcy utrudnią unijne procedury
Z najbardziej euroentuzjastycznego kraju Europy Niemcy mogą stać się tym, który najskuteczniej będzie blokował dalszą integrację. Co prawda Bundestag przyjął wczoraj uchwałę, która po wielu miesiącach zwłoki wreszcie pozwala prezydentowi Horstowi Koehlerowi na ratyfikację traktatu lizbońskiego. Ale jednocześnie deputowani przyznali sobie prawo faktycznego blokowania wszystkich decyzji podejmowanych w Brukseli przez przedstawicieli niemieckiego rządu.
To jest realizacja orzeczenia, które w czerwcu wydał Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe. Sędziowie co prawda uznali, że traktat lizboński da się pogodzić z niemiecką ustawą zasadniczą. Ale tylko pod warunkiem, że zmieniony zostanie sposób, w jaki przyjmowane jest unijne prawo. Dlaczego? Bo zdaniem sędziów instytucje Unii nie są wystarczająco demokratyczne, aby można było im powierzać podejmowanie kluczowych dla narodu decyzji bez kontroli. Nie zmieni tego nawet rozszerzenie kompetencji Parlamentowi Europejskiemu. Zgromadzenie w Strasburgu nie jest bowiem w opinii trybunału „przedstawicielstwem suwerennych narodów Europy”, gdyż nadreprezentowane w nim, i to bardzo, są kraje małe. Aby przezwyciężyć ten „deficyt demokracji” w systemie działania Unii, Bundestag przyjął wczoraj nowe zasady ustalania stanowiska Niemiec w Brukseli. Od tej pory Unia nie będzie mogła otrzymać żadnych nowych kompetencji bez odrębnej uchwały niemieckich posłów. Bundestag będzie także miał ścisły wgląd w podejmowane przez władze Unii decyzje, bo rząd będzie musiał za każdym razem przedstawiać deputowanym projekty nowych dyrektyw. Jeśli ci wypowiedzą się na ich temat krytycznie, rządowi trudno będzie je dalej popierać. To w praktyce oznacza, że dalsza integracja Unii stanie się bardzo utrudniona. Część niemieckich landów, jak Bawaria, i niemieckich partii, jak CSU, jest bowiem wyraźnie sceptyczna wobec umacniania władzy Brukseli. – Gdyby to zależało od niemieckiego narodu, nigdy nie doszłoby do kluczowych dla rozwoju Unii decyzji, jak ustanowienie euro czy poszerzenie Wspólnoty na wschód, bo w sondażach większość ludzi była temu przeciwna. Teraz jednak rząd nie będzie już mógł w imię wyższych politycznych racji ignorować opinii społecznej – mówi nam Antonio Missiroli, dyrektor brukselskiego European Policy Center. Co więcej, przyjęta wczoraj przez Bundestag uchwała może stać się precedensem, bo deputowani z innych krajów też mogą sobie przyznać podobne kompetencje. – Europejski pociąg nie będzie dłużej pędził ku bliżej nieokreślonemu celowi. Lizbona nie będzie tylko etapem na drodze do ściślejszej integracji, ale stanie się ostatnim przystankiem – uważa Paul Kirchhof, jeden z sędziów z Karlsruhe.




