Śmierć na własne życzenie?
2009-09-08 10:14:10
Zaledwie kilkadziesiąt metrów
od szpitala w niedzielę
rano w Krakowie znaleziono
martwego 62-letniego
mężczyznę. Choć dwa razy
przyjeżdżało do niego pogotowie,
a nawet trafił na
ostry dyżur, nikomu nie
udało się przekonać go do
poddania się leczeniu. Sekcja
zwłok ujawniła, że mężczyzna
zmarł z powodu
ogólnego wycieńczenia organizmu.
REKLAMA
Okoliczności tej śmierci wyjaśnia
już prokuratura – bada,
czy personel szpitala dochował
należytej staranności
podczas opieki nad mężczyzną.
W sobotę wieczorem nic
nie wskazywało, że sytuacja
rozwinie się tak dramatycznie.
Do pijanego 62-latka, który
słaniał się na nogach w
jednym z krakowskich parków,
straż miejska została wezwana
ok. godz. 18. – Wydawało
się, że to klasyczny przypadek,
mężczyzna pod
wpływem alkoholu, którego
trzeba będzie przewieźć do
izby wytrzeźwień – mówi
nam rzecznik krakowskiej
straży miejskiej Marek Anioł.
– Strażnicy szybko jednak
zmienili zdanie i już po minucie
raportowali, że mężczyzna,
choć pijany, jest w złym
stanie zdrowia: ma zaawansowane
odparzenia i krwawi.
Wezwali karetkę, przyjechała
tuż przed godz. 19 – dodaje
Anioł.
Ratownicy medyczni zrobili
62-latkowi podstawowe badania.
– Wszystko było w jak
najlepszym porządku. Pacjent
miał wręcz książkowe
wyniki. Jednak naszych pracowników
zaniepokoiły jego
rany, dlatego postanowili odwieźć
go do szpitala – relacjonuje
Małgorzata Popławska,
dyrektor krakowskiego pogotowia
ratunkowego.
O godzinie 19.20 mężczyzna
trafił na oddział ratunkowy w
Szpitalu im. Stefana Żeromskiego
w Krakowie. Po wstępnych
badaniach lekarze
stwierdzili, że pacjent nie wymaga
natychmiastowej pomocy.
Poprosili go, by poczekał
w kolejce. Jednak ok.
godz. 20.30 pacjent wyszedł
ze szpitala. – Pacjenci mają
do tego prawo, dlatego nikt go
nie szukał – wyjaśnia Leszek
Gora, rzecznik szpitala.
Około godziny 23 mężczyzna
pojawił się ponownie.
Awanturował się z personelem,
ochroniarze wezwali policję.
Gdy jednak funkcjonariusze
przybyli na miejsce,
zastali mężczyznę, który nie
był agresywny. Tłumaczył, że
został przywieziony do szpitala
i czeka na udzielenie mu
pomocy. Nie było podstaw do
interwencji policji.
Co było dalej? Tuż po pierwszej
w nocy ktoś zadzwonił
pod numer alarmowy 112 i
poinformował, że na trawniku
niedaleko szpitala leży
mężczyzna. – Wysłaliśmy karetkę,
lecz ten człowiek odmówił
poddania się leczeniu
– relacjonuje rzecznik Gora.
Około godz. 5 nad ranem do
szpitala zadzwonił kolejny
anonimowy rozmówca i powiedział,
że mężczyzna nie
daje oznak życia. – Lekarzom
niestety nie udało się go odratować.
Trudno powiedzieć,
jaka była przyczyna śmierci,
dowiemy się tego po sekcji
zwłok. Niestety nie mogliśmy
w tej sprawie zrobić nic więcej.
Jeśli pacjent nie chce, by
mu pomóc, nic nie możemy
zrobić na siłę – twierdzi
rzecznik szpitala.
– Przecież prawo pozwala lekarzom
w skrajnych sytuacjach
ubezwłasnowolnić pacjenta
i pomóc mu wbrew jego
woli – odpowiada etyk prof.
Marian Kopania. – Dla lekarza
nie powinno mieć znaczenia,
jak pacjent wygląda, jak
pachnie – dodaje. Karnista
prof. Michał Filar również
ocenia tę sytuację jednoznacznie.
– Może i nie było tu
złamania prawa, ale za to złamanie
etyki było ewidentne.




