Wielkie sklepy pełne wyzysku
2008-10-21 11:34:54
Pracownice supermarketów
pracują po kilkanaście godzin
dziennie, często kilka
tygodni z rzędu. Kiedy upominają
się o swoje prawa,
tracą premię - takie są wnioski
raportu Koalicji Karat
zajmującej się prawami kobiet.
Na jej zlecenie zbadano
sytuację kobiet zatrudnionych
w międzynarodowych
sieciach, takich jak: Carrefour,
Real, Tesco, Rast i Biedronka,
oraz w lokalnych
sklepach Lewiatan, Avita
czy Kefirek.
REKLAMA
- Pracujemy we własnym
kraju jak niewolnice. Jesteśmy
traktowane jak podgatunek
ludzi - żaliła się jedna z
ankietowanych pracownic. -
Czujemy się wykorzystywane
- dodawała inna. Na zadane w
sondażu pytanie: "Co czujesz,
idąc do pracy", jedna z kobiet
odpowiedziała: "Będzie ciężko,
dużo klientów, znów nie
zjem śniadania, nie chcę spotkać
kierownika".
Pracownice supermarketów
skarżą się, że ich szefowie nagminnie
łamią przepisy dotyczące
czasu pracy. Jedna z
pracownic opowiadała, że
zdarzyło się jej przepracować
20 dni z rzędu bez żadnego
odpoczynku. - W mojej umowie
jest zapis, że na tydzień
pracy należą mi się 2 dni wolnego
i małym drukiem jest
napisane: "Chyba że wystąpią
pewne szczególne okoliczności".
I te okoliczności trwają
już od czerwca zeszłego roku,
gdy się zwolniły trzy osoby -
opowiada anonimowa pracownica.
Normą jest brak czasu na
zjedzenie drugiego śniadania
czy wyjście do toalety. Jedna
z kobiet opowiadała, że znalazła
na to patent: gdy już nie
może wytrzymać, grozi kierownikowi,
że "zsika się na kasie".
W czasie dyżuru pracownicom
wielkich sklepów
przysługuje tylko jedna 15-
-minutowa przerwa. - Są momenty,
że człowiek mdleje po
prostu ze zmęczenia. Ból żołądka,
stres, a w kasie są pieniądze,
można się pomylić -
opowiadała kasjerka.
Teoretycznie w dni robocze
pracownice wielkich
sklepów mają ośmiogodzinne
dyżury, a w weekendy i
święta idą do domu po 12 godzinach.
W praktyce często
okazuje się jednak, że spędzają
w sklepie nawet po kilkanaście
godzin.
Jak to możliwe? Ankietowane
wyjaśniały, że w supermarketach
funkcjonują dwa
grafiki: oficjalny, który trafia
do dokumentacji kadrowej i
Państwowej Inspekcji Pracy,
oraz nieoficjalny. Ten drugi
trzyma kierownik sklepu.
Zdarza się, że wykorzystuje
go jako narzędzie karania
pracownic, które wzięły zwolnienie
albo urlop na żądanie.
- Za to, że upomniałam się o
dwa dni wolnego na opiekę
nad dzieckiem, musiałam
pracować i w Wigiliię, i w
Sylwestra - wspomina ankietowana.
Inna usłyszała od
przełożonego, że jak miała
zamiar chorować, to nie powinna
się była zatrudniać.




