Edukacja najlepsza jest w Finlandii
2009-09-03 10:36:41
Wychowanie dzieci to fortuna.
Władze trzydziestu rozwiniętych
krajów należących
do OECD wydają na ten cel
przeciętnie aż 125 tysięcy dolarów
na jedno dziecko. Z różnymi
efektami: amerykański
rząd przeznacza na edukację
dzieci trzykrotnie więcej
niż Polska, jednak to w naszym
kraju poziom nauki w
szkołach jest wyższy – wynika
z kompleksowego raportu
opublikowanego wczoraj
przez paryską organizację.
REKLAMA
Jeśli jednak należałoby się
na kimś wzorować, to na
Skandynawach, a przede
wszystkim Finach. To właśnie
tam dzieci mają zapewniony
najwyższy poziom nauczania.
Nie chodzi tylko o pieniądze.
Co prawda fińskie władze
przeznaczają w formie ulg podatkowych,
subwencji do szkół
czy dodatków rodzinnych aż
140 tys. dolarów na wychowanie
każdego dziecka w czasie
całego okresu jego dorastania
– jednak dokładnie tyle samo
na ten cel odkładają władze
Wielkiej Brytanii, Stanów
Zjednoczonych i Niemiec, a
jeszcze więcej Francji czy Belgii.
A efekt jest zupełnie inny.
Wszystko zależy od modelu
edukacji. Fiński zakłada
przede wszystkim, że szkoły
publiczne powinny być na
mniej więcej równym, możliwie
jak najwyższym, poziomie.
To ogromny kontrast
m.in. z rozwiązaniami w USA
i Zjednoczonym Królestwie,
gdzie rodzice najbogatszych
dzieci posyłają swoje pociechy
do ekskluzywnych szkół
prywatnych, pozostawiając
na marginesie wiele szkół publicznych,
szczególnie w gorszych
dzielnicach.
Helsinki w ostatnich kilkunastu
latach zerwały także z tradycyjnymi
metodami nauczania,
stawiając na zupełnie innowacyjne
koncepcje. Jedna z
nich zakłada, że do 10. roku życia
akcent położony jest na
rozwój osobowościowy dzieci,
a nie wtłaczanie im do głowy
encyklopedycznej wiedzy. Celem
ma być przede wszystkim
uformowanie ufnego człowieka,
a także znalezienie jego
najsilniejszych stron. Innym
rozwiązaniem jest koncentracja
szkoły na wybranych
przedmiotach przez wiele tygodni
nauczania.
– To przynosi piorunujący
efekt. Do tego stopnia, że wiele
krajów, które do tej pory były
bardzo dumne ze swoich
systemów edukacji, jak Niemcy,
teraz zaczyna wysyłać ekspertów
do Helsinek, aby podpatrzyć
tamtejsze wzorce –
tłumaczy „Dziennikowi” Simon
Chapple, ekspert OECD.
Na razie jednak kontrast w
poziomie edukacji pozostaje
ogromny. Zdaniem paryskiej
organizacji wśród bogatych
krajów świata na szarym końcu
pozostają Meksyk, Turcja,
Grecja, Włochy, Portugalia,
Hiszpania i USA. Natomiast –
poza Finlandią – z wysokiego
poziomu nauczania dumni mogą
być także Koreańczycy, Kanadyjczycy,
Nowozelandczycy
i Australijczycy. Polska mieści
się dokładnie w środku peletonu.
To nie lada osiągnięcie, bo
pomijając Meksyk i Turcję,
władze naszego kraju wydają
na edukację najmniej ze
wszystkich krajów OECD: 43,7
tys. dolarów na dziecko. To aż
czterokrotnie mniej niż Szwedzi,
Duńczycy czy Austriacy.
Brak państwowych subwencji
przekłada się jednak na
fatalne warunki życia młodych
Polaków, przynajmniej
w porównaniu z najbogatszymi
krajami świata. Okazuje
się bowiem, że aż 3/4 nie ma
odpowiednich warunków do
nauki ani w szkole, ani w domu.
W Holandii czy Belgii na
taką dolegliwość skarży się
tylko co dziesiąty uczeń.




