Budżet na dużym minusie
2009-09-09 09:55:51
Rząd przyjął wstępny projekt
budżetu. Zdaniem gabinetu
Donalda Tuska projekt
nie może być lepszy, bo prezydent
Lech Kaczyński grozi
wetowaniem ustaw, które
mają wpływ na wysokość deficytu.
REKLAMA
– To najtrudniejszy z dotychczasowych
budżetów
– mówił wczoraj premier po
posiedzeniu rządu. Jakie są
główne założenia projektu?
Konsumpcja wzrośnie nieco
ponad jeden procent, podobnie
niski będzie wzrost płac.
Emerytury i renty zwiększą
się tylko o ponad 4 proc. Wyjątkiem
będą nauczyciele, ich
pensje wzrosną o 7 proc. Podatki
się nie zmienią z jednym
wyjątkiem: akcyzy na papierosy.
Jednak cały czas najbardziej
komentowaną liczbą zawartą
w budżecie jest deficyt,
a raczej jego niespotykana do
tej pory wysokość. – O tym,
że te propozycje resortu finansów
budzą zaufanie,
świadczy reakcja, a raczej
brak reakcji giełdy, walut i
przedsiębiorców – mówił
wczoraj Donald Tusk.
Czy rzeczywiście? – To budżet
z ostrożnymi założeniami,
dzięki czemu nie jest napięty.
Nie można już na starcie
mówić jak rok temu, że będzie
konieczność cięcia wydatków
– komentuje Jakub
Borowski z Invest-Banku. I
jak się spodziewają ekonomiści,
nie powinno być kłopotów
z jego realizacją.
Ale droga do uchwalenia budżetu
dopiero się zaczyna. Teraz
projekt ma być konsultowany
w komisji trójstronnej i
do końca września ostatecznie
zostanie przyjęty przez rząd.
Potem musi go przegłosować
Sejm i podpisać prezydent.
Jednak tym razem rząd nie
powinien się obawiać weta,
bo tej ustawy jako jedynej prezydent
zawetować nie może.
Jednak to właśnie – zdaniem
gabinetu Tuska – zapowiedzi
Lecha Kaczyńskiego miały
skłonić rząd do rezygnacji z
planów podwyższania podatków
czy większego obniżania
wydatków tak, by deficyt nie
był taki duży.
– Nie chcemy nikogo epatować
zagrożeniem ze strony
prezydenta, ale opieramy się
na tym, co prezydent i kluby
opozycyjne deklarują w sposób
otwarty. Nie będziemy budowali
budżetu państwa na
mrzonkach, że nagle dojdzie
do nawrócenia SLD, bo tej partii
nie da się nawrócić – mówił
wczoraj Tusk. Tłumaczył w
ten sposób, dlaczego rząd nie
próbował nawet wyjść z żadnymi
propozycjami zmian w
ustawach, które mogłyby odciążyć
budżet. Premierowi
wtórował minister finansów.
– Sprawdzianem intencji prezydenta
były oszczędności
wprowadzone przez rząd. Partie
opozycyjne głosowały przeciwko
nim, a prezydent krytykował
te plany – argumentował
Jacek Rostowski.
Zdaniem opozycji to nietrafiony
argument, bo do tej pory
prezydent zawetował tylko
kilka ustaw gospodarczych, z
czego niektóre weta Platforma
odrzuciła dzięki SLD. – Im
przeszkadza prezydent, a jak
nie prezydent, to NBP, jak nie
NBP, to krasnoludki albo plamy
na słońcu. Gdzie są te plany
reform, które ma minister
Rostowski? Jak do tej pory receptą
było wprowadzenie euro
i widać, jak to się skończyło
– odpiera zarzuty Aleksandra
Natalli-Świat z PiS.




